„Kościół to nie jest jak urząd celny, to dom Ojca, gdzie jest miejsce dla każdego.” – 07.06.2026
Mili Państwo,
w scenie powołania Mateusza Jezus zobaczył człowieka, którego religijni współwyznawcy uważali za zdrajcę i grzesznika. Współpracował z okupantem, żył z pieniędzy często nieuczciwie zdobywanych. A jednak Jezus nie mówi mu: „Najpierw się zmień”, ale „Pójdź za Mną”.
Jakież to aktualne. Dziś też bardzo łatwo dzielimy ludzi na „porządnych” i „zepsutych”, „naszych” i „obcych”. A Jezus burzy ten podział. Widzi głębiej niż powierzchowne etykiety.
„Kościół to nie jest jak urząd celny, to dom Ojca, gdzie jest miejsce dla każdego.” – powie mocno papież Franciszek.
Faryzeusze widząc Jezusa siedzącego z grzesznikami przy jednym stole są tym zgorszeni. A On odpowiada im jednym z najważniejszych zdań Ewangelii: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają.”
Chrystus nie przyszedł nagradzać idealnych. Przyszedł ratować tych, którzy wiedzą, że sami siebie nie zbawią.
Współczesny świat często uczy nas perfekcjonizmu: musisz być wystarczająco dobry, skuteczny, moralny, silny. A Ewangelia mówi coś odwrotnego: Bóg zaczyna działać tam, gdzie człowiek przestaje udawać doskonałego.
Może czas najwyższy przestać takiego udawać ?
„Każdy święty ma przeszłość, a każdy grzesznik ma przyszłość.” – powie Oscar Wilde.
Mocno brzmią i te słowa Jezusa: „Miłosierdzia chcę, a nie ofiary.”, a dziś są może bardziej aktualne niż kiedykolwiek. Przypominają, że wiara nie zaczyna się od rytuału, ale od serca. Bóg nie potrzebuje pokazowych gestów. Nie potrzebuje religii na pokaz. Potrzebuje człowieka, który umie kochać.
Religia bez miłości jest zimna i okrutna. Można się modlić, pościć i chodzić do kościoła, a jednocześnie gardzić bliźnim. Nie jest tak ? Jezus mówi wyraźnie: ważniejsze od rytuału jest serce zdolne do współczucia.
Być miłosiernym, to nie tylko współczuć. To umieć zobaczyć człowieka głębiej niż jego błędy, poglądy, słabości czy sukcesy.
Jesteśmy uczeni rywalizacji, oceniania i szybkich osądów. A miłosierdzie idzie pod prąd.
Dziś łatwo „skasować” kogoś w internecie, w pracy, rodzinie, szkole. Wystarczy jedno potknięcie, by wyśmiać albo odrzucić. A być miłosiernym, to też nie czerpać satysfakcji
z cudzego upadku.
To mieć miękkie i ciepłe serce w twardym świecie, nie zgubić człowieczeństwa, umieć kochać, gdy bezpieczniej zobojętnieć. Świat potrzebuje dziś nie tylko ludzi mądrych i silnych, ale ludzi dobrych.
No i najtrudniejsze – przebaczać. Miłosierdzie to nie udawanie, że nic się nie stało. To decyzja: „Nie chcę i nie będę żył nienawiścią.” Przebaczenie nie zmieni przeszłości, ale może uratować przyszłość.
Ktoś powiedział, że „Jezus nie szuka ludzi doskonałych, ale gotowych, by pójść za Nim.”
Jasne, Mateusz nie rozumiał jeszcze wszystkiego. Po prostu wstał i poszedł. Czasem nawrócenie zaczyna się nie od wielkich emocji, a od jednego kroku posłuszeństwa. Ta Ewangelia, to dobra wiadomość dla wszystkich zmęczonych sobą, pogubionych, przygniecionych poczuciem winy. A Jezus, tak jak wtedy, przechodzi obok „komór celnych” naszego życia – miejsc grzechu, kompromisów i ran, i mówi: „Pójdź za Mną.”
Felieton dla TVP3 Katowice – 07.06.2026 – Mt 9, 9-13
Pokój Jezusa nie polega na braku problemów, ale na obecności Boga w ich środku – 24.05.2026
Mili Państwo.
Niesamowite jak te słowa: „Gdy drzwi były zamknięte z obawy…, przyszedł Jezus, stanął” są zaskakująco aktualne.
To nie jest tylko opis wydarzenia sprzed dwóch tysięcy lat. To obraz nas, dzisiejszych.
Bo my też mamy swoje zamknięte drzwi. Nie zawsze są z drewna czy metalu. Częściej zbudowane z rozczarowań, lęku przed przyszłością, doświadczeń, które nas zraniły, zmęczenia życiem, które nie potoczyło tak, jak miało.
Zamykamy się, oj zamykamy, czasem bardzo sprytnie. Potrafimy być bardzo otwarci na zewnątrz, uśmiechnięci, aktywni…, a jednocześnie od środka szczelnie pozamykani.
I to do takich ludzi przychodzi Jezus. Nie puka. Nie mówi: „Otwórzcie, to wtedy przyjdę”. Wchodzi mimo zamknięcia.
To jest pierwsza dobra nowina: Bóg nie jest uzależniony od twojej gotowości. On przychodzi nawet wtedy, gdy jesteś zamknięty, pogubiony i pełen lęku.
Jak mówi Adam Szustak: „Jezus nie przychodzi do idealnych sytuacji. Przychodzi dokładnie tam, gdzie się boisz.”
To zdumiewające. Bo my najczęściej zaczynamy od wyrzutów – wobec siebie i innych. Bóg zaczyna od pokoju. Jak przypomina Raniero Cantalamessa: „Zmartwychwstały nie wypomina uczniom ich ucieczki. Pierwszym słowem jest pokój, nie wyrzut.”
To znaczy, że twoja historia – nawet ta trudna i pełna błędów nie przekreśla spotkania
z Bogiem. On nie przychodzi, żeby cię zawstydzić. Przychodzi, żeby Cię podnieść od środka.
I tu pojawia się ważne pytanie: czym właściwie jest ten pokój? To nie jest brak problemów.
To nie jest życie bez stresu.
Grzegorz Ryś mówi: „Pokój Jezusa nie polega na braku problemów, ale na obecności Boga w ich środku.”
Czyli możesz mieć niepewną przyszłość, trudne relacje, chaos wokół…, a jednocześnie mieć w sobie coś, co się nie rozpada. Pokój Jezusa to nie jest zmiana okoliczności. To jest zmiana centrum własnego życia.
Zauważmy – Jezus staje pośrodku. Nie gdzieś z boku, na peryferiach. On chce być
w centrum. I to jest wyzwanie dla nas współczesnych. Bo my często robimy z Boga dodatek: trochę wiary, gdy jest ciężko, trochę modlitwy, gdy się boimy, trochę Boga, gdy mamy czas.
A On nie chce być dodatkiem. Czy ktoś z nas chce być dodatkiem? On chce być środkiem.
Bo tylko wtedy pokój ma sens.
Może warto zadać sobie trzy pytania: Jakie drzwi mam zamknięte? Przed czym uciekam
i co mnie paraliżuje?
Czy pozwalam Jezusowi tam wejść? Nie do „ładnej części życia”, ale do tej, którą ukrywam.
Czy chcę Jego pokoju, czy tylko rozwiązania problemów ? Bo to nie zawsze to samo.
I na koniec wyobraźmy sobie tę scenę jeszcze raz.
Zamknięty pokój. Ludzie pełni strachu. I nagle ktoś staje pośrodku i mówi: „Pokój wam”. To nie jest przeszłość. To jest propozycja na dziś.
Może twoje życie wygląda właśnie tak: drzwi zamknięte, napięcie, niepokój ? I to właśnie tam chciałby wejść Jezus, żeby ci powiedzieć: „Pokój jest możliwy. Nawet tutaj.”
Felieton dla TVP3 Katowice – 24.05.2026 – J 20, 19-23
Gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili – 17.05.2026
Mili Państwo.
„Gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili” – te słowa z jednej strony zaskakują, ale z drugiej, pokazują coś bardzo ludzkiego i jednoczesność wiary i wątpliwości.
Ten fragment uderza swoją aktualnością. Uczniowie widzą Zmartwychwstałego, a jednak nie wszyscy reagują tak samo. Jedni oddają pokłon, uznają Jego boskość i zwycięstwo. Inni wątpią, mimo że stoją przed Tym, którego znali.
Może to właśnie dlatego ten fragment jest tak bardzo prawdziwy. Bo mówi o nas.
Często myślimy, że wiara oznacza pełną pewność, że jeśli ktoś naprawdę wierzy, to nie ma pytań, nie ma kryzysów. A Ewangelia pokazuje jednak coś zupełnie innego: można zobaczyć Jezusa i nadal mieć wątpliwości.
Wiara nie jest wolna od wątpliwości. To bardzo ważne dla każdego z nas. Iluż to z nas wierzy, a jednocześnie pyta: Czy Bóg naprawdę działa w moim życiu? Dlaczego dopuszcza tyle cierpienia? Czy to wszystko ma sens?
Wątpliwości nie są przeciwieństwem wiary. Często są jej częścią. Są jak cień, który pojawia się zawsze tam, gdzie jest światło.
Co robi Jezus w tej scenie? Nie gani tych, którzy wątpią. Nie mówi im: „Najpierw uwierzcie bez zastrzeżeń, a potem was przyjmę”. On przychodzi do wszystkich, tak do tych, którzy oddają pokłon, jak i do tych, którzy się wahają.
To bardzo dobra wiadomość. Bo to oznacza, że nie musisz być doskonały, żeby być blisko Boga, nie musisz mieć odpowiedzi na wszystkie pytania, możesz przyjść do Niego taki, jaki jesteś z wiarą i wątpliwościami.
Uczniowie, którzy oddają pokłon, niekoniecznie wszystko rozumieją. Ale podejmują decyzję: uznają Jezusa za swojego Pana. I tu jest klucz. Wiara to nie tylko uczucie ani pewność intelektualna. To także wybór. Czasem wybór podjęty mimo niejasności.
Może dziś ktoś z nas czuje się właśnie tak: trochę wierzy, trochę się boi, trochę wątpi. Ale to nie wyklucza decyzji. Można powiedzieć: „Panie, nie rozumiem wszystkiego, ale chcę iść za Tobą”.
Ta scena nie jest końcem historii uczniów. To początek ich misji. Oni dopiero będą dojrzewać, umacniać się, doświadczać Boga głębiej. I tak samo jest z nami. Wiara nie jest jednorazowym aktem, ale drogą, czasem pełną światła, czasem pełną pytań, ale zawsze otwartą na rozwój.
„Oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili”. Możliwe, że dziś jesteś bliżej jednej albo drugiej grupy. A może jesteś jednocześnie w obu? Albo raz w jednej, raz w drugiej? I to jest
w porządku. Bo Jezus przychodzi do wszystkich. Nie tylko do pewnych siebie, ale też do tych, którzy szukają. Nie tylko do mocnych, ale także do tych, którzy się wahają.
Nie chodzi o to, żeby udawać pewność. Chodzi o to, żeby stanąć przed Nim prawdziwym. I może częściej powiedzieć Jemu i sobie, w ślad z Piotrem, prosto i uczciwie: „Panie, wierzę – zaradź mojemu niedowiarstwu”.
Felieton dla TVP3 Katowice – 17.05.2026 – Mt 28, 16-20
Twoje czyny mówią tak głośno, że nie słyszę, co mówisz. – 10.05.2026
Szanowni Państwo.
„Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania” – takie zdanie Jezusa zanotował Jan. Pewnie dla nas brzmi ono mocno wymagająco, a przecież jego sens jest bardzo życiowy. Chodzi o to, żeby miłość nie było tylko deklaracją, wyznaniem ale konkretnym działaniem.
Na pierwszy rzut oka słyszymy postawiony nam warunek: jeśli kochasz – musisz coś zrobić. Bo też miłość to znacznie więcej niż słowa. Jak to nam podpowiada, pewno zapomniana już, łacińska sentencja „Facta non verba” – czyny, nie słowa.
Dziś, bardzo łatwo przychodzi nam mówić „kocham”, „wierzę”, „jestem porządnym człowiekiem”. A Ralph Waldo Emerson przestrzega: „Twoje czyny mówią tak głośno, że nie słyszę, co mówisz.” To bardzo mocne. Oznacza, że życie mówi o nas więcej niż nasze deklaracje.
Nie chodzi o same słowa czy uczucia, ale o wybory. A w praktyce o dotrzymywanie obietnic, o uczciwość w mowie, relacjach, pracy; o traktowanie innych z szacunkiem, nawet gdy to trudne.
Przykazania to dla nas przede wszystkim zakazy i ciężar. A może warto potraktować je jak wskazówki, drogowskazy prowadzące do sensownego życia? Św. Augustyn powiedział: „Kochaj i rób, co chcesz.” I nie jest to wcale zachęta do dowolności, a wskazówka: jeśli naprawdę kochasz, nie będziesz chciał krzywdzić. Miłość sama poprowadzi Cię do dobra.
Przykazania to nie teoria, a droga życia. „Nie zabijaj” – dziś to też nie rań słowem, hejtem, pogardą, „Nie kradnij” – dziś to też nie zabieraj czasu, godności, spokoju. „Nie mów fałszywego świadectwa” – dziś to też nie szerz plotek i manipulacji. W świecie szybkich opinii i emocji, życie według przykazań wymaga co raz większej odwagi.
Przykazania to wezwanie do autentyczności; nie tylko „wierzę”, ale też żyję w zgodzie z tym, w co i w Kogo wierzę; unikam podwójnych standardów (inne zasady dla siebie, inne dla innych). Przykazania to nie ciężar, a praktyka kochania. To gwarancja spójności życia, bo miłość to decyzje, czyny i styl życia, nie tylko deklaracje.
Jezus nie potrzebuje zapewnień i wyznań. Potrzebuje życiowego konkretu. I dzisiejszy świat też nie potrzebuje deklaracji wiary. Potrzebuje ludzi, którzy żyją tak, jak wierzą. Wielu być może nie przeczyta Ewangelii, ale zawsze może przeczytać twoje i moje życie.
„Nie zostawię was sierotami” zapewnia Jezus. Tu chodzi o coś więcej, niż tylko dosłowne „osierocenie”, a o „sieroctwo” przez opuszczenie, lęk i samotność.
Współczesne „sieroctwo” to nie tylko brak rodziców. Częściej to poczucie bycia niewidzianym, brak kogoś, kto naprawdę rozumie, zagubienie sensu, wewnętrzna pustka mimo ludzi wokół. Można mieć rodzinę, znajomych, a i tak czuć się… sierotą.
Bywa, że czujemy się „opuszczeni od środka”. Bóg nie znika jednak razem z dobrym samopoczuciem. Jest głębiej niż nasze aktualne stany.
Pustka nigdy nie jest ostateczna, zawsze może z niej coś jeszcze się zrodzić, choć nie tak od razu.
Felieton dla TVP3 Katowice – 10.05.2026 – J 14, 15-21