Felietony ks. Piotra Brząkalika

Ołowiane dzieci artykuł w Dzienniku Zachodnim

https://dziennikzachodni.pl/w-katowicach-ludzie-naprawde-mowili-dobrze-ze-tam-nie-mieszkamy-a-dzis-nazywa-sie-nas-zasobami-ludzkimi/ar/c1p2-29140191


Słyszymy, jak Jezus dziękuję Ojcu, że – 05.07.2026

Mili Państwo.

     Ten fragment należy chyba do najbardziej pocieszających. Słowa Jezusa padają w czasach i świecie pełnym religijnych sporów, ale też i dziś, w epoce przeciążenia informacjami, presji sukcesu i ciągłego pośpiechu nic nie straciły na aktualności.

     Słyszymy, jak Jezus dziękuję Ojcu, że zakrył „te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawił je prostaczkom”.

     To nie oznacza, że Jezus potępia wiedzę, naukę czy inteligencję, choć w pierwszym odbiorze tak pewno to odbieramy. Wśród uczniów i późniejszych chrześcijan było przecież wielu wykształconych. Chodzi bardziej o postawę serca.

     „Mądrzy i roztropni”, to ci, którzy są przekonani, że już wszystko wiedzą, polegają wyłącznie na własnym rozumie i nie są otwarci na Boga i na to, co ponad… A „prostaczkowie”, to wcale nie ci niewykształceni, ale ci, którzy mają pokorę, potrafią słuchać, przyjąć prawdę i uznać, że nie wiedzą wszystkiego.

    Paradoks tego fragmentu polega na tym, że człowiek może być bardzo wykształcony i jednocześnie należeć do „prostaczków” w ewangelicznym sensie, jeśli jest pokorny. I odwrotnie, ktoś może nie mieć wielkiej wiedzy, a mimo to być zaliczony do „mądrych i roztropnych”, jeśli uważa, że Bóg mu nie potrzebny.

     Dziś można by powiedzieć to tak: Ojcze, dziękuję Ci, że Twojej prawdy nie rozpoznali ci, co uważają się za najmądrzejszych, a dostrzegli ją ci, co nie wstydzą się przyznać, że potrzebują Ciebie. Albo i tak: Bóg nie ma problemu z ludzką inteligencją. Ma problem z pychą, która przebiera się za inteligencję.

      Jezus mówi to po tym, jak wielu religijnych przywódców, uczonych w Piśmie i faryzeuszów ogromnej znajomości Pisma jednak Go odrzuciło. A rybacy, celnicy, zwykli ludzie i grzesznicy rozpoznali w Nim Mesjasza.

      Myślę, że to ważna przestroga, bo nie każdy, kto ma tytuły, autorytet i rozbudowane teorie, widzi rzeczywistość najgłębiej. Czasem człowiek prosty, ale pokorny i uczciwy wobec prawdy, widzi więcej niż ten, który uważa się za eksperta od wszystkiego.

      To jest odwrócenie ludzkiej hierarchii: w Królestwie Bożym to nie IQ jest decydujące, nie wykształcenie ani status, ale pokora i gotowość przyjęcia prawdy.

       Dziś Jezus mógłby powiedzieć tak: Zakryłeś te rzeczy przed tymi, którzy są przekonani, że wszystko wiedzą, a objawiłeś je tym, którzy wciąż potrafią się dziwić, słuchać i szukać.

       W świecie ekspertów, opinii i nieustannych komentarzy Bóg nadal najłatwiej przemawia do człowieka pokornego. Nie do tego, który ma odpowiedź na każde pytanie, ale do tego, który potrafi zapytać: Panie, czego chcesz mnie nauczyć?

       Nie pycha wiedzy, a pokora serca pozwala rozpoznać to, co naprawdę ważne.

       Nie zamykać się przekonaniem, że sam wszystko rozumiem. Być otwartym na prawdę, nawet jeśli przychodzi z nieoczekiwanej strony. To pokora prowadzi do głębszego poznania a nie sama wiedza.        Otwartości na prawdę większą od siebie, a nie zamknięcia pewnością że wszystko już wiem – tego nam, współczesnym, bardzo potrzeba.

Felieton dla TVP3 Katowice – 05.07.2026 – Mt 11, 25-30


„Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie…” – 28.06.2026

      Szanowni Państwo.

      „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie…” To jest jedno z najtrudniejszych zdań usłyszanych od Jezusa. Źle zrozumiane, wyrwane z kontekstu może być wręcz niebezpieczne. A ono nie jest wcale wezwaniem do odrzucenia rodziny, a pytaniem o hierarchię wartości i o to, co naprawdę kieruje moim życiem.

       Dla wielu może być ostrzeżeniem, żeby nawet najbliższe relacje nie zmuszały do rezygnacji z prawdy, sumienia czy dobra. Podpowiada też, żeby miłość do Boga nie niszczyła, ale porządkowała miłość rodzinną.

        W praktyce, to odwaga sprzeciwienia się presji rodziny, środowiska czy tradycji, gdy prowadzą do zła, nienawiści czy życia wbrew sumieniu. To „Kochać bardziej niż Mnie” można też rozumieć szerzej: bardziej niż prawdę kochać wygodę, opinię innych, karierę, ideologię czy własne ja.

        W chrześcijaństwie nie chodzi o wybór: Bóg albo rodzina. Chodzi o to, by miłość do ludzi nie stawała się bożkiem, który odbiera wolność, prawdę i sens.

        To też przestroga, żeby nie budować życia na oczekiwaniach innych, nawet najbliższych.

        Dziś, kiedy liczy się presja rodziny, opinii społecznej, internetu czy środowiska, Jezus przypomina, że trzeba mieć fundament i własne sumienie.

        Chodzi o to, żeby nie poświęcać prawdy, miłości, aby zadowolić wszystkich i nie pozwolić, żeby strach przed odrzuceniem kierował decyzjami, i nie robić też z rodziny, relacji, pieniędzy czy sukcesu najważniejszych wartości.

         To też ostrzeżenie. Czasem tak bardzo chcemy akceptacji rodziców, dzieci, współmałżonka czy otoczenia, że wręcz tracimy siebie. A Jezus mówi: jest coś ważniejszego niż aprobata innych – On, droga, prawda i życie.

        „Kto chce znaleźć swe życie, straci je…” Choć brzmi to paradoksalnie, to jednak idzie tu o coś bardzo ludzkiego i aktualnego. Jeśli skupiamy się wyłącznie na sobie, bezpieczeństwie, kontroli, wygodzie, własnym wizerunku, sukcesie, to często stopniowo gubimy sens życia, relacje, wewnętrzną wolność. Ciągłe „ratowanie siebie” przed cierpieniem, ryzykiem czy zaangażowaniem kończy się często pustką i lękiem.

        A to, „kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je” wcale nie oznacza pogardy dla życia, ani zachęty do cierpienia dla cierpienia. Chodzi o gotowość wyjścia poza własne ja, poświęcenia czegoś ważnego dla miłości, dla prawdy, dobra, wiary; życia nie tylko „dla siebie” i własnego dobrostanu.

      Paradoks polega na tym, że często bardziej „odnajdujemy siebie”, gdy przestajemy obsesyjnie skupiać się na sobie. Innymi słowy, życie zatrzymane tylko dla siebie kurczy się, a oddane Komuś nabiera sensu.

      Dla chrześcijan „utracić życie z powodu Jezusa” znaczy zaufać Ewangelii bardziej niż własnemu ja czy obawom. Tu nie chodzi o autodestrukcję, a o przemianę centrum życia. A to „kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych…” przypomina, że świata nie zmieniają wielkie idee, ale małe codziennie akty miłości. Szukamy wielkiego sensu, a sens rodzi się w prostych gestach. Bo dobro nigdy nie jest małe dla tego, kto je otrzymuje.

Felieton dla TVP3 Katowice – 28.06.2026 – Mt 10, 37-42