Felietony ks. Piotra Brząkalika

Rozmowy Potrzebne Od Zaraz – SPOTKANIE IV

Kino Rialto, niedz., 11 grudnia 2022 – 19:00 Podczas czwartego, zamykającego cykl spotkania w ramach „Rozmów potrzebnych od zaraz” Robert Talarczyk i ja porozmawiamy z psycholog społeczną prof. Katarzyną Popiołek o rodzinnym celebrowaniu wspólnego czasu i tego, co ważne w relacjach międzyludzkich – nie tylko od święta. Rozmowie towarzyszyć będą fragmenty filmowe oraz muzyka na żywo w wykonaniu Kwartetu Smyczkowego BEN SONORE.


Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść… – 27.11.2022

Drodzy widzowie.

Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść… No właśnie, gdybyśmy wiedzieli…, kiedy zostaniemy okradzeni, wystarczyłaby czujność tylko tej jednej nocy i po sprawie.

Nie znamy godziny ani końca świata, ani swojego końca, i dzięki Bogu. Tak naprawdę to taka wiedza nikomu nie jest potrzebna. Św. Bazyli mówił, że człowiek służy Bogu albo ze strachu przed karą, jak niewolnik; albo dla nagrody, jak najemnik; albo z miłości… jak syn. //

Ta wiedza naprawdę nikomu nie jest potrzebna. Niewolnik mógłby się rozleniwić, bo znając godzinę kontroli, odkładałby obowiązki na ostatnią chwilę. Najemnika mogłaby rozczarować uznawszy, że rozliczony został za wcześnie, zanim odebrałby pełną zapłatę, na którą liczył. I synowi też nie, bo i po co, przecież jest i czuwa niezależnie od pory dnia. //

Gdyby dzień końca świata i własnego końca był nam znany, to już widzę te kilometrowe kolejki do spowiedzi tych jutrzejszych nieboszczyków. Tyle tylko, że wartość takiej pokuty jak na zatłoczonym peronie tuż przed odjazdem, byłaby taka, jak chrzest Konstantyna, odwlekany niemal aż do śmierci. //

Ta ostatnia godzina ma przyjść niespodziewanie i trafić w sam środek plątaniny naszych spraw, planów, zamiarów pokazując jak zapomniawszy o intencjach i motywach  prowadziły nas donikąd. Okazuje się, że to samo miejsce, te same warunki życia mogą dla jednych być bramą do zbawienia, a dla drugich do potępienia.

Nie wiadomo, który z tych dwóch będących na polu, będzie wzięty do nieba ten uboższy, a może bogatszy? To nie będzie miało żadnego znaczenia. Ważnym będzie sposób przeżywania bogactwa czy biedy. A z tych dwóch, mielących ziarno, nie wiemy czy do nieba pójdzie pilniejsza czy powolniejsza. To nie nasz charakter będzie najważniejszy, a sposób wykorzystania jego zalet i wad. //

Czas przestać narzekać na dzisiejsze czasy, na świat, otoczenie, sąsiadów i znajomych. Czujemy się niespełnieni. I dobrze. Miast nakręcać się biadoleniem nad sobą i światem czas najwyższy zacząć naprawdę czekać.

Uczciwie zostaliśmy ostrzeżeni i mamy wszelkie możliwości poznania Bożej miary. Więcej, wiemy już wszystko, czego potrzebujemy. Zamiast bezradnie rozkładać ręce, że nie wiemy tego, czego i tak się nie dowiemy, czas zastosować to, co wiemy i to naprawdę wystarczy.

Felieton dla TVP3 Katowice – 27.11.2022. – I Niedziela Adwentu – Mt 24,37-44


A tłum stojący pod krzyżem ze strachem w oczach tylko milcząco patrzył – 20.11.2022

Szanowni widzowie.

Faryzeusze i ci z Wysokiej Rady szydzili sobie w najlepsze z Jezusa i myśleli, że mają już z głowy niedoszłego króla. Wtórowali im też żołnierze i jeden ze skazanych. A tłum stojący pod krzyżem ze strachem w oczach tylko milcząco patrzył.
Jest takie opowiadanie „O dotknięciu słowem”. W 1960 r. w Moskwie odbywała się premiera sztuki pt. „Chrystus we fraku” napisana, żeby poszydzić sobie z Pana Boga i religii. Aktor czytający Kazanie na Górze miał po którymś zdaniu rzucić księgą w kąt i siarczyście poprzeklinać, ale tego nie zrobił. Przejęty czytał dalej. Jego postawa udzieliła się widzom słuchającym tekstu z uwagą. Po ostatnim błogosławieństwie Aleksandrów – bo tak nazywał się aktor – zakończył tak: Boże, bądź mi łaskawy! Po chwili z hukiem przerwano przedstawienie. Sztukę zdjęto z afisza, a o Aleksandrowie słuch zaginął. //
Szyderstwo z definicji to drwiący stosunek do osoby lub społeczności dodatkowo nacechowany lekceważeniem lub pogardą.
Okazuje się, że wyszydzić można wszystkich i wszystko. Tylko po co? Po to, żeby zademonstrować swoją wyższość? Zhejtować drugiego? A może, żeby odreagować własne frustracje? Poprawić mniemanie o sobie?, co Jakub Winiarski, poeta i prozaik kwituje jednym zdaniem: każde zwycięstwo jest szyderstwem ale żadne szyderstwo nie jest zwycięstwem. //
A może to też reakcja na bezsilność wobec rzeczywistości? Co inny poeta i krytyk Kazimierz Brodziński pointuje tak: wszelkie szyderstwo jest bronią niemocy i złości.
Jasne, że powodów do szydzenia z bliźnich może być tysiące. Wygląda na to, że coraz częstszym jest brak akceptacji tego, co jest tu i teraz i brak perspektyw na lepsze jutro. Bo coraz mocniej przytłacza nas agresja tak słowna, jak i fizyczna… //
Nasze życie to niekończący się ciąg zdarzeń, u każdego bardzo różnych i znacząco odmiennych. Tak my, jak i nasi bliźni podejmujemy decyzje często błędne i krzywdzące, ale to nie uprawnia ani do wyszydzania, ani też do bycia wyszydzonym. //
Wiele decyzji naszych bliźnich jest dla nas niezrozumiałych, naiwnych, często złych. Ale tak samo jest i z naszymi decyzjami. Często to rzeczywistość, okoliczności prowokują, a nawet zmuszają do takich, czy innych zachowań. I wcale nie możemy być pewni, czy sami nie postąpilibyśmy podobnie albo i tak samo jak oni.
Może więc warto zapamiętać, że szyderstwo zawsze pochodzi z niemocy. Mocy wcale nie odzyskujemy, a niemoc tylko pogłębiamy. //

Felieton dla TVP3 Katowice. 20.11.2022. – Chrystusa Króla – Łk 23,35-43


Trudności zawsze są i będą tylko przejściowe. – 13.11.2022

Mili Państwo.

Słyszeliśmy o rzeczach strasznych. Nie zostanie kamień na kamieniu, wojny, kataklizmy, zniszczenie, śmierć. I to jedno zdanie, jak światełko w tunelu: nie trwóżcie się… Po przerażającej wizji pada wezwanie do ufności. Ta Ewangelia to naprawdę Dobra Nowina.

Dotknięci życiowymi tragediami mówimy często: to koniec świata. To oczywiście przenośnia, ale jednak z nutą beznadziei. A świat tak łatwo i szybko się nie skończy.

Pan Bóg naprawdę nie chce naszego lęku i strachu. Może dlatego aż 365 razy mówi do nas w Biblii w różnej formie „nie bój  się”. Tak jakby chciał nam to powiedzieć każdego dnia.

Trudności zawsze są i będą tylko przejściowe. Nie ma potrzeby przywiązywać do nich zbyt dużą wagę. Skupmy się na życiu, z każdą przeciwnością damy sobie radę.

Usłyszeliśmy też przestrogę: strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. A zwodzić, to okłamywać, wprowadzać w błąd, fałszywie zaświadczać, podawać się za kogoś innego, i pokazywać siebie innym niż się jest.

Ale wodzenie to nie tylko obietnice, postawy i zachowania, to też osoby, ich funkcje i role. I przed takim zwodzeniem też przestrzegał Pan Jezus: wielu przyjdzie pod moim imieniem. Zdawał sobie sprawę, że będą się za Niego się podawać i Go udawać. I tacy byli, są i będą. //

To ostrzeżenie: strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono, jest dziś wyjątkowo aktualne i na czasie. Ta swoista kultura osobowego wzajemnego zwodzenia siebie jest już powszechnie obowiązująca. Podawanie się za kogoś innego, retuszowanie swojego wizerunku, figury, to już standard. Są już całe szkoły i programy poprawiania własnego, czy firmowego wizerunku. My jesteśmy zwodzeni, ale sami też chętnie zwodzimy.

Oprócz zwodzenia poprawionym wizerunkiem i udawaniem kogoś innego, jest jeszcze zwodzenie słowem, językiem, mową.

Na naszych oczach, a właściwie uszach dochodzi do kulturowej zamiany znaczenia słów i pojęć, które całkiem niedawno rozumieliśmy tak samo. Jak zmieniły swoje znaczenie tolerancja, małżeństwo, prawda, kłamstwo, trwałość, żeby wymieć tylko te słowa. 

Może warto zapytać o własny wizerunek, ile w nim prawdziwości, a ile zwodzenia? I czy patrzący na mnie nie muszą ostrzegać się przede mną: strzeż się, żeby cię nie zwiódł?Pozostańmy chwilę z tymi pytaniami.

Felieton dla TVP3 Katowice – 13.11.2022 – Łk 21,5-19


Przyszli do Jezusa saduceusze, kapłańscy arystokraci, co nie wierzą w zmartwychwstanie – 06.11.2022

Mili Państwo.

Przyszli do Jezusa saduceusze, kapłańscy arystokraci, co nie wierzą w zmartwychwstanie stawiając podchwytliwe pytanie. Znów podchwytliwe pytanie. Co ktoś Go o coś pyta, to zawsze z podtekstem, prowokacyjnie, żeby się przyczepić, złapać za słówko.

Nie wiem jak Państwu, ale mnie się zdaje, że taka logika łapania za słówka, pytań tendencyjnych i z przypuszczeniem, wywiadów z tezą jest już powszechnie obowiązująca. 

I żeby było ciekawiej z tego samego powodu, co wtedy. Tak tamtym jak i tym dziś pytającym wcale nie chodziło i nie chodzi o odpowiedź, ale żeby zasiać wątpliwość, poderwać autorytet, skompromitować, popsuć reputację, postawić w złym świetle, wystawić na pośmiewisko.

Przecież pytającym którego przy zmartwychwstaniu będzie żoną mająca za życia siedmiu mężów nie chodziło wcale o odpowiedź tym bardziej, że w zmartwychwstanie i tak nie wierzyli.

Chodziło o takie pokomplikowanie sprawy, żeby uwikłać Jezusa w dywagacje i Go pogrążyć.  A może przy okazji chcieli też przykryć swoją niewiarę?

Ale On nie wdaje się w teoretyczną dyskusję, w przerzucanie argumentami i udowadnianie racji. On mówi im tylko o Bogu Abrahama, Izaaka i Jakuba, o Bogu żyjących. Dla Abrahama Bóg nie jest teorią, a Kimś, kto wszedł w jego zbankrutowane życie i dał mu upragnionego potomka. Dla Izaaka też jest Kimś, kto dał mu życie i wie, że urodził się dzięki Bożej interwencji.

Biblia nie jest teorią o Bogu, ideą, dogmatem. To wszystko jest czymś martwym. Jest opowieścią o  Bogu żyjących, to znaczy takim, którego spotyka się i doświadcza w życiu. //

W toczących się na różnych forach dyskusjach o Bogu, Kościele i wierze, tak między niewierzącymi, a wierzącymi, i wewnątrzkościelnych aż kipi od teoretyzowania, przerzucania się argumentami, walki o swoje racje i zakładania na siebie pułapek! A mało jest doświadczenia Pana Boga. Puste, martwe dyskusje prowadzące donikąd, w których grzęźniemy.

Można znać prawdy wiary, dogmaty i przepisy kościelne i nie mieć własnego doświadczenia Boga, spotkania z Nim. Można też nie znać zbyt wiele teorii o Bogu, a spotkać Go żywego w swoim życiu. Zdecydowanie lepiej jest być w tej drugiej sytuacji.

Felieton dla TVP3 Katowice – 06.11.2022 – Łk 20,27-38, Łk 20,27.34-38