Felietony ks. Piotra Brząkalika

Wytrwajcie w miłości mojej! – 05.05.2024

Szanowni Państwo.

Usłyszeliśmy dzisiaj mocno brzmiące i powiedziane z wykrzyknikiem: Wytrwajcie w miłości mojej! A to coś więcej niż tylko grzeczna prośba. To bardzo wyraźny i stanowczy apel: Wytrwajcie! Natarczywość tego apelu daje do myślenia: najwyraźniej chodzi Jezusowi o takie spotkanie z nami, które nie będzie jednorazowym uniesieniem, nie będzie przypadkowe, z doskoku, okazjonalne. Chodzi o trwałość tej relacji, o postawy codzienne, powszednie, jakoś niezmienne – wierne i nieprzerwane.

A to znaczy, że Jezus zdawał sobie sprawę z tego jak ważna wręcz niezbędna jest wytrwałość i jak jest trudna, bo czasowo długodystansowa. Na dodatek wytrwałość to cnota  niepozorna, nie rzuca się w oczy i dość nudna. To nie to, co odwaga przy której zaraz zapalają się reflektory z gromkimi oklaskami w tle. Gdy mówimy o wytrwałości, to zwykle gasną wszystkie światła. Okazuje się, że wytrwałość jest po prostu niezbędna i to we wszystkich dziedzinach życia, od bardzo prozaicznych po bardzo wzniosłe. Zresztą czy tak naprawdę wiemy, gdzie kończy się życiowa proza, a zaczynają wzniosłości?

Tak naprawdę nie ma takiej przestrzeni życia, w której wytrwałość nie byłaby przydatna.

A wytrwałość to nie jest dziś nasza najmocniejsza strona. Wytrwałość to inaczej konsekwencja. To też niezłomność, cierpliwość. Ralph Waldo Emerson podpowiada, że gdy wytrwale coś robimy, to z czasem staje się łatwiejsze nie dlatego, że zmieniła się tego natura, ale dlatego, że wzrosły nasze siły. Może to dlatego słabniemy, bo jesteśmy za mało wytrwali?

John Marsden, pisarz australijski, mawiał że cierpliwość i wytrwałość są przeciwieństwem ślepego uporu. I znacznie mądrzejsze od niego. Zdaje się, że ten ślepy upór coraz częściej wygrywa z wytrwałością. Może dlatego, że jest głośniejszy niż wytrwałość, a może dlatego, że bardziej krótko dystansowy?

Następne zdanie nie tylko precyzuje na czym ma polegać to trwanie w miłości ale pokazuje też jakim realistą, mocno stąpającym po ziemi, jest Jezus. I jak konkretna jest ta zależność: jeśli będziecie zachowywać przykazania… będziecie trwać…

Jezusowi nie zależy na deklaracjach, okrągłych słówkach i pobożnościowych  obietnicach, a na konkrecie. A przykazania są do bólu konkretne i jednoznaczne: będziesz miał jednego Boga i szanował Jego imię, będziesz dbał o rodziców, szanował życie, nie będziesz zdradzał, kradł, mówił fałszywie, pożądał cudzej żony i rzeczy. Zachowywanie ich, jak zapewnia Jezus, da nam życiową radość. Jeśli więc brakuje nam tej życiowej radości to może dlatego, że kuleje zachowywanie przykazań?

Felieton dla TVP3 Katowice – 05.05.2024 – J 15,9-17


Jesteśmy w centrum naszego majowego świętowania. Proszę z wyrozumiałością przyjąć tę garść trochę może chaotycznych myśli i skojarzeń, jakie mi w tych dniach towarzyszą.

            Zacznę oczywiście od 1 maja. Były czasy, kiedy ten dzień obchodziliśmy z wyraźnym ustrojowo robotniczo-chłopskim akcentem, kiedy to podkreślana była robotniczość św. Józefa – św. Józef Robotnik. Potem akcent położony został na jego, żeby tak rzec, rzemieślniczość i dziś wspominamy św. Józefa Rzemieślnika. Tak czy inaczej, to dzień, kiedy próbujemy zdać sobie sprawę z ważności pracy. Nie wiem, czy nie przyszedł już czas na jeszcze jedną zmianę akcentu. Może warto, a nawet trzeba na św. Józefa, a może lepiej – przez św. Józefa – popatrzeć nie tylko na tych, którzy pracę biorą, wykonują, są pracobiorcami, ale i na tych, którzy pracę dają, tworzą, są pracodawcami. Jedni bez drugich się nie obejdą, więcej jedni i drudzy dla siebie nawzajem i nie tylko dla siebie zresztą tworzą życiodajną symbiozę. Może już czas, by 1 maja stał się dniem pracowników i pracodawców?

            Przez Dzień Flagi tak trochę leniwie i bez większych emocji przeszliśmy do 3 Maja, święta niezwykłego splecenia religijności z narodowością, nie tylko kalendarzowego, ale i historycznego, kulturowego, obyczajowego, a nawet państwowotwórczego. I ta swoista świąteczna triada ma swoją głęboką logikę. I nie sposób w ten dzień, zresztą jak w żaden inny, nie biec myślami ku Ojczyźnie, zwłaszcza że praca i flaga są jej filarami.

Przenieśmy się na chwilę do Jerozolimy. Trzy Kościoły, będące współwłaścicielami Bazyliki Grobu Pańskiego, greckoprawosławny, katolicki i ormiański, doszły po przeszło 200 latach do porozumienia w sprawie jej remontu. Tak przy okazji nie wiem, czy nie powinniśmy też nieco zmienić nazwy tego miejsca i wyraźnie zaakcentować, że jest to Bazylika Pustego Grobu, bo przecież istotą, magnesem tego miejsca jest nic innego jak jego pustość.

Czemu o tym wspominam? Dla tych trzech kościołów z całą pewnością to miejsce było i jest wspólnym dobrem, istotą, rdzeniem. Każdy z nich uważał, był przekonany, że zarządza, dysponuje wprawdzie tylko częścią tego dobra wspólnego, do którego pielgrzymowali poprzez wieki i pielgrzymują ludzie różnych ras, obrządków, nawet religii, ale z całą pewnością tą najważniejszą. To, co utrudniało zadbanie o Bazylikę w całości, jako dobro wspólne, to brak porozumienia, komunikacji między dysponentami, zarządcami dóbr cząstkowych. A ten brak komunikacji bierze się z zapomnienia, że ten kawałek dobra wspólnego jest mi tylko powierzony, a nie jest moją własnością oraz z fałszywego przekonania, że to ten mój kawałek dobra wspólnego jest najważniejszy. I na dodatek jeszcze ten brak komunikacji i porozumienia ma swój początek w braku zaufania, że oto temu, który ma w zarządzie inny kawałek dobra wspólnego, tak samo jak i mnie zależy na dobru wspólnym.

I podobnie rzecz się ma z ojcowizną, Ojczyzną, i z państwem. Nie mogę więc w tym kontekście nie zacytować Wojciecha Korfantego, wszak minęły 103 lata od III Powstania Śląskiego, który mówił tak: „Podstawą wszelkiego życia zbiorowego jest zaufanie. W walce o zabezpieczenie pokoju w świecie i stworzenie warunków wspólnej pracy dla dobra narodów na pierwsze miejsce wysuwa się słusznie sprawa przywrócenia wzajemnego zaufania. Tym większe znaczenie ma wzajemne zaufanie obywateli i zaufanie ich do władz państwowych, na których ciąży obowiązek strzeżenia i urzeczywistnienia dobra powszechnego. Przeciwstawieniem zaufania jest zakłamanie”.

Czego co raz mocniej doświadczamy na własnej skórze.

Nie przypadkową więc zdaje się być ta majowa bliskość Józefa i Maryi wzorów zaufania i to na słowo.   

Tak sobie myślę, że jesteśmy teraz na takim właśnie etapie powielania zachowania tych trzech kościołów. Jako współwłaścicielom dobra wspólnego, różnorakiego, sąsiedzkiego, społecznego, gminnego, kościelnego i państwowego zdaje nam się, że powierzone nam w zarząd – tak, tylko w zarząd – dobro cząstkowe jest pierwszoplanowe i najważniejsze, a jeśli dołożymy do tego jeszcze lawinowo rosnący brak zaufania, to też nic dziwnego, że bolączką naszych czasów jest brak porozumienia, komunikacji między zarządcami pojedynczych, cząstkowych dóbr, co też musi szkodzić i szkodzi dobru wspólnemu. Czego też jesteśmy świadkami.

Dla Korfantego „troska o dobro powszechne jest najwyższą i jedyną zasadą, którą się kierować powinno państwo”.A jeśli tak, to rolą, zadaniem tych, którzy nim zarządzają, a według niego „państwo jest tylko środkiem do realizowania dobra powszechnego”, jest przede wszystkim dbać o komunikację, porozumienie między dobrami cząstkowymi.

Nie mogę też nie przytoczyć jeszcze jednej, bardzo mocnej myśli Wojciecha Korfantego:„Nazwano nas Polaków małpą wśród narodów. Inni nazwali nas pawiem, dlatego, że nawet najgłupsze rzeczy zagraniczne ślepo naśladujemy, albo – co gorzej – pierwsi głupie pomysły w czyn wprowadzamy. Z próżności, albo ze strachu, by nas nie posądzono o zacofaństwo i reakcję”.

Może to właśnie dlatego według Korfantego „współczesny Polak utknął na rozstajnych drogach i nie wie, czy iść na prawo, czy na lewo. Z własnej siły drogi wybrać nie umie”.

Aż dziw bierze, jak świeże i bieżąco aktualne są te myśli pochodzące przecież mniej więcej z lat trzydziestych ubiegłego wieku.

A wszystko to bierze się z barku zaufania, komunikacji i porozumienia. Może więc pierwszomajowy Józef i trzeciomajowa Maryja powinni zostać patronami zaufania? Bo najpierw zaufanie Panu Bogu jest początkiem naszych wzajemnych zaufań i każdego dobra.